Sielsko i straszno
- Elena Blanco
- 22 gru 2024
- 2 minut(y) czytania

Nigdy nie przepadałam za Marquezem, choć niektóre książki uważam za trochę bardziej udane niż inne. 'Sto lat samotności' oczywiście znam i nawet doceniam za kilka rzeczy. Dlatego, kiedy kilka lat temu Netflix szumnie zapowiedział adaptację, nie ukrywam, byłam bardzo ciekawa, jak im to wyjdzie. Bo jest to książka, która ma swój klimat, który można albo wykorzystać albo zmarnować. Trochę już nawet zapomniałam, że i zwiastun był całkiem obiecujący bo sporo czasu minęło od pierwszej zapowiedzi do premiery.
Ale w końcu nadeszła i internet zaroił się od cytatów z książki, interpretacji postaci, recenzji serialu. Nie ma już dnia, żebym nie natknęła się na kilka, a zdaje się być ich coraz więcej.
'Sto lat samotności' miało już swój moment, a nawet lata sławy i popularności, również w Polsce. Teraz powracają jeszcze większe, bo wzmocnione zasięgami internetu, potęgą popkultury i globalizacją mody.
Natychmiast po premierze serialu natykam się na pierwsze recenzje. Są bardzo różne. Od: nuda, nuda, nuda- narrator czyta fragmenty książki, aktorzy są tłem, nie da się oglądać; po: monumentalne dzieło, wybitne, niezwykłe. Na odbiór serialu wpływa wiele czynników: kwestie ekonomiczne- sporo pieniędzy zostawionych w Kolumbii, sentymentalne- dla wielu osób jest to ważna książka, wiążąca się z wieloma wspomnieniami, dumy- nasz pisarz, doceniony międzynarodowo, serial nakręcony u nas, aktorzy nasi.
Warto obejrzeć? Bez względu na to czy warto, po prostu trzeba. Więc oglądam sobie po kawałku, bo faktycznie trochę wieje nudą i monotonią, ale też dlatego, że taki mam styl oglądania- w wolnych chwilach wyrwanych z codzienności, czasem pięć minut, czasem dwadzieścia. Może nie zachwyca, przynajmniej na razie, ale nie można mu jednak odmówić specyficznego klimatu. Jest grudzień, ciemno, zimno, wietrznie- a ja czuję te gorące, spocone noce, ten wilgotny żar na skórze, opary absurdu, nierealność... Trochę sielanki, no bo kto by nie chciał zaznać życia w takim ciepłym raju, gdzie natura sama dostarcza pyszne jedzenie, gdzie ludzie pomagają sobie i wspólnie budują swoją przyszłość. Trochę koszmaru: lęki i wynikające z nich straszne sny i wizje, poczucie winy przeradzające się w halucynacje i nowe lęki, rozerwanie między tradycją, pragnieniem, zdrowym rozsądkiem. Nie ma lekko.
Może nie porywa, ale jednak coś w sobie ma. Obejrzę do końca, choć może to trochę potrwać. W realizmie magicznym zawsze najbardziej przeszkadzało mi bezwolne poddanie się bohaterów temu co przyniesie los. Twoje życie zdeterminowane jest przez setki decyzji podejmowanych przez twoich przodków, kaprysy bóstw, kierunek wiatru, kombinacje genów. Sam nic nie znaczysz, nic nie możesz, chociaż już dziś, twoje drobne wybory wpływają na życie twoich prawnuków. Niby warto walczyć, podejmować wysiłek, ciężko pracować, ale i tak zawsze dogoni cię jakieś fatum, nie oszukasz przeznaczenia.
Comments